Aktualności

Jeden punkt dla Gdańska: GTŻ Grudziądz - LOTOS Wybrzeże Gdańsk 46:43

18. czerwca 2010, 21:15
  • powiększ rozmiar tekstu
  • zmniejsz rozmiar tekstu
  • drukuj
  • kanał RSS
  • komentarze
fot. Bartosz Posiakow
fot. Bartosz Posiakow
W zaległym meczu wyjazdowym w Grudziądzu miejscowy GTŻ pokonał po emocjonującym spotkaniu zespół LOTOS Wybrzeża 46:43. Kwestia dwóch punktów rozstrzygnęła się dopiero w ostatnim biegu, w którym gospodarze nie dali sobie wyrwać wygranej. Punkt bonusowy padł jednak łupem drużyny LOTOS Wybrzeża - w pierwszym meczu gdańszczanie pokonali bowiem GTŻ dwudziestoma punktami.

Dzisiejsze spotkanie rozpoczęło się znakomicie dla naszego zespołu. W inauguracyjnym biegu czerwono-biało-niebiescy triumfowali podwójnie, zostawiając za sobą duet z Antypodów: Davida Watta i Rory Schleina. Startujący z czwartego pola Thomas H. Jonasson popisał się świetnym wyjściem spod taśmy, od początku wychodząc na prowadzenie. Paweł Hlib musiał natomiast pracować aż 3,5 okrążenia aby wyprzedzić Watta. Konsekwentne ataki przy "kredzie" pozwoliły "Hlipkowi" minąć na ostatnim wirażu 32-letniego Australijczyka.

Gorąco zrobiło się w wyścigu trzecim, kiedy zaatakowany przez Kamila Brzozowskiego zajmujący wówczas trzecią pozycję Dawid Stachyra upadł na tor. Sam "Brzózka" także nie uniknął kontaktu z nawierzchnią. Sędziujący to spotkanie Ryszard Bryła zdecydował się wykluczyć z powtórki gdańszczanina. W niej nie zdołał już wystąpić Brzozowski, który został nawet odwieziony do szpitala. Na szczęście badania nie wykazały złamań, choć zawodnik GTŻ-u poobijał się na tyle znacznie, że nie wziął już udziału w ani jednym biegu. W powtórce tej odsłony osamotnieni: Tomasz Chrzanowski ze strony gospodarzy i Renat Gafurov ze strony gości stoczyli ciekawą walkę o trzy punkty. Na mecie lepszy o pół motocykla był "Chrzanek".

Kiedy w biegu czwartym Magnus Zetterström wyszedł najlepiej spod taśmy mogło się wydawać, że doświadczony kapitan LOTOS Wybrzeża spokojnie dowiezie zwycięstwo do mety. Niestety, sprzęt "Zorra" był wyraźnie niedopasowany do warunków torowych, przez co ulubieniec gdańskich fanów spadał w tym wyścigu na coraz to niższe pozycje, będąc ostatecznie zmuszonym przez Krzysztofa Buczkowskiego do obrony jednego punktu. Zaciekła walka pomiędzy dwoma żużlowcami skończyła się upadkiem "Buczka", którego motocykl ciągnął za sobą przez połowę prostej Zetterström. Winnym całej sytuacji arbiter ponownie uznał zawodnika z Gdańska. To nie była zresztą ostatnia dzisiaj niemiła sytuacja z udziałem doświadczonego Szweda. W biegu numer 10 "Zorro" na wejściu w ostatni łuk wpadł w wyrwę w nawierzchni, czego efektem było osunięcie się jego stopy z haka i utrata kontroli nad maszyną. Kapitan LOTOS Wybrzeża z dużym impetem uderzył w dmuchaną bandę, co wprowadziło wiele niepokoju zarówno w serca gdańskich kibiców, jak i rodziców zawodnika, którzy w Grudziądzu dopingowali swojego syna. Na szczęście skończyło się tylko na potłuczeniach, a "Zorro" udowodnił w końcówce spotkania, że jest żużlowcem z krwi i kości, wygrywając swoje dwa pozostałe biegi.

Bardzo dobre spotkanie rozgrywał w Grudziądzu Dawid Stachyra, który nie ustrzegł się jednak błędu w biegu szóstym, kiedy to stracił na ostatnim łuku trzy "oczka" na rzecz Krzysztofa Buczkowskiego. Wychowanek klubu z Lublina pojechał ten wiraż zbyt wąsko, co skrupulatnie wykorzystał "Buczek", wyprzedzając Dawida po zewnętrznej.

Kiedy przed wyścigami nominowanymi na tablicy wyników widniał rezultat 40:37 dla miejscowych stało się jasne, że wielkiego znaczenia nabrał przedostatni wyścig dnia, który miał przygotować grunt do walki w decydującej, piętnastej odsłonie. Trener Stanisław Chomski nie ukrywał, że celem LOTOS Wybrzeża będzie w tym wyścigu podwójne zwycięstwo. Planu niestety nie udało się spełnić, gdyż prowadzący Paweł Hlib został zaatakowany przez zupełnie bezbarwnego dotychczas Schleina, czego efektem był upadek "Hlipka". Cała sytuacja miała bliźniaczy przebieg do upadku Stachyry w wyścigu trzecim. Oba zdarzenia zdarzyły się nawet w tym samym miejscu - na wejściu w drugi wiraż grudziądzkiego owalu. Także i tym razem sędzia Bryła dopatrzył się winy gdańszczanina, wykluczając Hliba z powtórki. W niej osamotniony, startujący z zewnętrznego pola Zetterström nie dał szans parze Watt-Schlein, przedłużając dzięki temu szanse czerwono-biało-niebieskich na zwycięstwo. Takie zapewnić mogła jedynie podwójna wygrana w wyścigu piętnastym. Niestety, Krzysztof Buczkowski i Tomasz Chrzanowski zdołali przedzielić gdański duet, wobec czego dwa meczowe punkty pozostały w Grudziądzu. Gdańszczanie musieli się zadowolić punktem bonusowym, zdobytym za lepszy bilans w dwumeczu.

Po tym meczu kibice naszego zespołu z pewnością mogą się cieszyć z trzech rzeczy. Po pierwsze, gdańszczanie po blamażach w Poznaniu i Daugavpils podjęli walkę w meczu wyjazdowym - co więcej, na terenie lidera tabeli. Po drugie, swoje "cegiełki" do dorobku zespołu dokładali wszyscy zawodnicy. Po trzecie, powodem do zadowolenia z pewnością jest bonusowe "oczko". To jednak nie zmienia faktu, że mecz został przegrany, choć z pewnością można go było rozstrzygnąć na swoją korzyść.

Na zakończenie kilka słów o naszych juniorach. Bardzo dobre zawody w Grudziądzu zaliczył Damian Sperz, który potrafił zostawić za swoimi plecami Schleina czy (dwukrotnie) młodzieżowego mistrza Wielkiej Brytanii Joe Hainesa. Po raz kolejny nienajlepszy mecz zanotował Matej Kus, który po meczu był rozgoryczony swoją postawą. Młody Czech narzekał także na fakt, że macierzysta federacja zmusiła go do startu w sobotnim półfinale IME w Ljubljanie na Słowenii. Przez te zawody, niezbyt zresztą istotne w hierarchii międzynarodowych imprez żużlowych, Kus musiał od razu po meczu ruszać w - liczącą bagatela 1,5 tys. kilometrów - podróż samochodem do stolicy Słowenii.


Szczegółowa punktacja i "bieg po biegu"


sponsor meczu


partner technologiczny klubu:
Direkt24
Grzegorz Rogalski

Grzegorz Rogalski rogalski@lotosgdansk.pl

Tekst pochodzi z oficjalnego serwisu internetowego GKS Wybrzeże S.A. - www.lotosgdansk.pl