LOTOS liderem! LOTOS Wybrzeże - Start Gniezno 51:39
 |
| fot. Tomasz Oktaba |
To, co jeszcze do niedawna wydawało się mało realne, a więc awans LOTOS Wybrzeża do pierwszej "czwórki" I ligi, stało się faktem właśnie dzisiaj. Dzięki pewnemu zwycięstwu 51:39 nad Startem Gniezno gdańscy żużlowcy znowu są poważnym graczem w rywalizacji o awans do elity polskiego żużla. Wystarczy powiedzieć, że w rundę finałową czerwono-biało-niebiescy "wjeżdżają" na pozycji lidera, wyprzedzając o dwa "oczka" Marmę Hadykówkę Rzeszów i Lokomotiv Daugavpils i aż o sześć punktów swoich dzisiejszych rywali.
Trener
Stanisław Chomski wraz z kierownictwem naszego klubu podjął wczoraj niełatwą decyzję o rozegraniu pojedynku ze Startem w przewidzianym przez terminarz dniu, co skutkowało absencją
Magnusa Zetterströma, który z reprezentacją Szwecji walczył dzisiaj w Vojens w wygranym przez Polskę finale Drużynowego Pucharu Świata. Doświadczonego Szweda zastąpił znajdujący się w tym roku w wyraźnym dołku
Tobias Kroner. "Tobi" rywalizację z gnieźnianami zakończył z zaledwie jednopunktowym dorobkiem na swoim koncie, zdecydowanie zawodząc. Jedyny punkt Niemiec zdobył wyprzedzając na dystansie
Kacpra Gomólskiego, któremu normalną jazdę uniemożliwiało w tym wyścigu urwane siodełko.
Mecz iście atomowym startem otworzył
Thomas H. Jonasson, który w pierwszym biegu po starcie "założył" całą stawkę, dowożąc do mety trzy punkty w ekspresowym tempie, wynoszącym dokładnie 62,06 s. Rezultat ten jest tylko o 0,37 sekundy gorszy od rekordu gdańskiego toru. Po chwili kibice przecierali oczy ze zdumienia, bo startujący drugi mecz z rzędu za
Damiana Sperza Mateusz Lampkowski świetnym atakiem po zewnętrznej wyprzedził młodszego z braci Gomólskich. W kolejnych gonitwach LOTOS Wybrzeże zaprezentowało perfekcyjną skuteczność, wygrywając z rzędu aż trzy biegi w maksymalnych rozmiarach. Nie musiałoby się tak stać gdyby nie
Renat Gafurov, który w biegu numer 3 świetnie rozegrał pierwszy wiraż wypychając
Adriana Gomólskiego. Rosjanin tym manewrem zrobił miejsce
Dawidowi Stachyrze i nasi żużlowcy pomknęli do mety po dublet. Niespodzianką było dopiero czwarte miejsce w tym wyścigu
Krzysztofa Jabłońskiego. Jak się później okazało był to typowy wypadek przy pracy, bowiem "Jabłko" w dalszej części spotkania był zdecydowanie najskuteczniejszym zawodnikiem swojej drużyny. Bieg czwarty okazał się być już drugim tego dnia popisem skuteczności w wykonaniu
Mateusza Lampkowskiego, który zostawił za plecami m.in.
Michała Szczepaniaka, dopisując do swojego dorobku już drugą "trójkę".
Gnieźnianie na jedyny zryw zdobyli się w biegach ósmym i dziewiątym, w których w sumie odrobili sześć punktów z wyraźnej przewagi LOTOS Wybrzeża. Drużyna trenera
Leona Kujawskiego szybko jednak ponownie musiała przełknąć gorycz podwójnej porażki, a to za sprawą
Renata Gafurova i
Dawida Stachyry, którzy na dystansie rozprawili się skutecznie z prowadzącym po starcie
Michałem Szczepaniakiem.
W końcowych biegach tego pojedynku więcej okazji do startu otrzymał
Matej Kus, który w biegach dwunastym, trzynastym i piętnastym przecinał niestety linię mety na ostatnim miejscu. Na bardzo ładny gest wobec młodego Czecha zdecydował się
Renat Gafurov, który był przewidziany do startu w biegu dla najlepszych zawodników dnia, jednak postanowił oddać szansę jazdy Kusowi, pożyczając nawet na ten bieg naszemu juniorowi swój motocykl.
Na najwyższe noty w dzisiejszym pojedynku z pewnością zasłużyło trio gdańszczan:
Thomas H. Jonasson,
Dawid Stachyra i
Renat Gafurov. Ten ostatni - za rzadko spotykaną odwagę i świetną jazdę tuż przy bandzie. Stachyra - za honorowany komplet punktów, a Jonasson - za serce do walki, którym można by obdzielić kilku zawodników. Słabsze zawody zanotował
Paweł Hlib, dla którego pięć "oczek" w pięciu startach to z pewnością wynik poniżej oczekiwań.
Matej Kus także nie może być zadowolony ze swojej postawy. Podobnie
Tobias Kroner, dla którego przy obecnej dyspozycji jedyną drogą do znalezienia miejsca w składzie naszego zespołu byłaby chyba - odpukać - kontuzja kolegi z zespołu.
Ekipa trenera Kujawskiego miała czterech prezentujących się solidnie zawodników - braci Jabłońskich,
Michała Szczepaniaka i solidnego do bólu
Petera Ljunga, który pomimo nie wygrania ani jednego biegu zakończył dzisiejsze zmagania ze średnią biegową równą dwóm punktom. Poniżej oczekiwań bez wątpienia wypadli natomiast bracia Gomólscy.
sponsor meczu
partner technologiczny klubu:

Redakcja
redakcja@lotosgdansk.pl