Wielkie emocje, wielki mecz Lotosu
12. października 2008, 22:34
To był mecz godny stawki, o jaką się toczył. Żużlowcy Lotosu w pierwszym meczu barażowym pokonali na własnym torze Marmę Rzeszów 54:37 i bliscy są upragnionego awansu do ekstraligi. Rewanż 19 października
- Nie ma mowy o hurraoptymizmie, za nami dopiero pierwsze spotkanie, a w Rzeszowie czeka nas arcytrudna przeprawa -mówił po spotkaniu... i w tym miejscu wstawić można dowolne nazwisko żużlowca Lotosu. Podobne odczucia mieli trener Robert Sawina i prezes Maciej Polny. Ta ostrożność jest uzasadniona, choć jeśli żużlowcy Lotosu utrzymają formę zaprezentowaną w Gdańsku, nie ma siły, aby stracili 17-punktową zaliczkę. - Jestem dumny z chłopaków, ale przed nami jeszcze długa droga - podkreślił kapitan zespołu Magnus Zetterstroem.
Słaby w wykonaniu Lotosu był tylko początek. Billy Forsberg w I biegu oraz Tomasz Chrzanowski w III biegu, próbując na twardym jak skała torze wyprzedzić rywali po zewnętrznej, nadziewali się na kontry zawodników Marmy jadących za ich plecami, ale pilnujących krawężnika. Dopiero w dalszej części meczu tor nieco się odsypał i dawał okazję do walki na całej jego szerokości. Jako pierwszy wykorzystał to w siódmym biegu dysponujący rakietowym sprzętem Zetterstroem, który pięknym atakiem po szerokiej wyprzedził słabego wczoraj Anglika Scotta Nichollsa. Lotos wygrał ten wyścig 4:2 (trzeci był Krzysztof Jabłoński), objął prowadzenie 23:19 i od tego momentu rozpoczął swój koncert. Co prawda w ósmym wyścigu, walcząc z Romanem Poważnym, na tor upadł Billy Forsberg (remis uratował Bjarne Pedersen), ale trzy kolejne wyścigi były popisem gdańszczan. W 9. i 10. pokaz jazdy parą dali kolejno Zetterstroem z Jabłońskim oraz Chrzanowski z Renatem Gafurowem. Ten drugi był bohaterem spotkania, zaliczył swój najlepszy występ w sezonie, a zadedykował go urodzonej kilka dni temu córeczce Arianie.
Emocje sięgnęły zenitu przed wyścigiem 11. Przegrywający różnicą 12 pkt rzeszowianie zdecydowali się na złotą rezerwę taktyczną. W roli jokera wystąpił Matej Zagar, który tuż po starcie objął prowadzenie. Mało tego za jego plecami jechał kolega z drużyny Davey Watt. Wtedy zaczął się pościg zawodników Lotosu. Najpierw Jabłoński przemknął niczym błyskawica obok Watta, a za chwilę pięknym atakiem przy krawężniku nie dał szans Zagarowi. Potem popis dał Bjarne Pedersen, który z ostatniego miejsca przesunął się na drugie. Tak więc gospodarze z wyniku 1:8 po pierwszym łuku, odwrócili sytuację na 5:2 na mecie wyścigu, dzięki czemu Lotos objął prowadzenie 41:26. Taka przewaga utrzymywała się do ostatniego wyścigu. A w nim Nicholls potrącił atakującego na drugim łuku tuż pod bandą Gafurowa. Anglik został wykluczony, a Rosjanin długo nie podnosił się z toru. Ostatecznie w powtórce pojechał, ale do mety dotarł trzeci. - Ze zdrowiem wszystko było OK, za to w wypadku ucierpiał mój najlepszy motocykl - tłumaczył przyczyny swojej jedynej porażki w meczu.
Lotos Gdańsk 54
Marma Rzeszów 37
Lotos: Zetterstroem 13 (3, 3, 3, 1, 3), Jabłoński 7 (0, 1, 2, 3, 1), Chrzanowski 4 (0, 1, 2, 1), Gafurow 13 (3, 3, 3, 3, 1), Pedersen 12 (2, 2, 3, 2, 3), Forsberg 5 (1, 3, 1, w, 0), Kobrin 0 (0).
Marma: Zagar 12 (2, 2, 2, 2, 2, 2), Poważny 2 (1, 0, 1), Watt 6 (2, 3, 1, 0, 0), Stachyra 1 (1, 0, 0), Nicholls 8 (1, 2, 1, 2, 2, w), Lampart 3 (3, 0, 0), Vaculik 5 (2, 0, 3).
Tomasz Osowski