Prasa o nas

ostatnia modyfikacja podstrony: 21. maja 2012, 17:21
www.lotosgdansk.pl » Prasa o nas
A A A

Aktualności

Żużlowy finał turniejów Indywidualnych Mistrzostw Świata Juniorów zniszczony przez deszcz

19. lipca 2010, 13:32
  • powiększ rozmiar tekstu
  • zmniejsz rozmiar tekstu
  • drukuj
  • kanał RSS
  • komentarze
Pierwszy z trzech finałowych turniejów Indywidualnych Mistrzostw Świata Juniorów na żużlu, który w sobotę rozegrano na gdańskim torze, nie miał szczęścia do pogody. Początkowo wydawało się, że ochłodzenie i trochę deszczu mogą tylko pomóc zawodnikom, ale kiedy opady przybrały nieomal ciągły charakter, nad mistrzowskim turniejem zawisła groźba odwołania i przesunięcia na inny termin.
Ostatecznie młodzi żużlowcy z półgodzinnym opóźnieniem wyjechali na tor, ale po 12 wyścigach - trzech pełnych seriach startów - brytyjski sędzia Jim Lawrence, w porozumieniu z przewodniczącym jury FIM Włochem Armando Castagną, postanowili zakończyć rywalizację z zaliczeniem wyników jako końcowych w gdańskim finale.


Zanim się zaczął turniej, młodzi zawodnicy złożyli protest, bo nie chcieli jeździć na nowych tłumikach, skoro wszystkie inne zawody pod egidą FIM rozgrywane są na starych tłumikach. Protest może by i przyniósł powodzenie, gdyby wszyscy startujący byli jednomyślni, ale dwóch Duńczyków, Rene Bach i Patrick Hougaard, nie podpisało się pod nim.

To jednak nie tłumiki, a deszcz reżyserował w sobotę wydarzenia na gdańskim torze. W zasadzie kiedy po piątym wyścigu nastąpiła, z powodu ulewy, ponadgodzinna przerwa w zawodach, turniej powinien zostać przerwany i przełożony na inny termin. Zawody jednak wznowiono, ale to nie był już żużel, a jazda gęsiego. Komu się nie udał start, ten na dystansie bardziej dbał o utrzymanie na motocyklu i o zdrowie niż o punktowe zdobycze. Wielu zawodników było po prostu wściekłych na sędziego, uznając go za antybohatera sobotnich zawodów. Jeden z zarzutów, poza tym podstawowym, że arbiter nie przerwał zawodów, dotyczył włączania światła "2 minut" zanim jeszcze z toru zjechali zawodnicy z poprzedniego wyścigu.

W tych warunkach na gdańskim torze nie potrafili się znaleźć polscy żużlowcy. Stosunkowo najmniej strat zanotował Maciej Janowski, który z Patrykiem Dudkiem jest stałym uczestnikiem juniorskiego Grand Prix. Startujący z dziką kartą Damina Sperz i Artur Mroczka wypadli dużo poniżej oczekiwań.
- To był antyżużel - mówił po zawodach ten ostatni.

Znacznie więcej po starcie w Gdańsku spodziewał się też znający ten tor były zawodnik Lotosu Martin Vaculik.Najmniej zastrzeżeń do sobotniego finału miał ich zwycięzca Łotysz Maksim Bogdanow, o którym pisaliśmy w zapowiedziach, że może być czarnym koniem gdańskiego finału. On wyjechał zadowolony, z pozycją lidera cyklu Grand Prix IMŚJ i premią 2,7 tys. franków szwajcarskich za wygraną.

Gdańskim organizatorom, którzy włożyli wiele wysiłku, by mistrzowski turniej wypadł jak najlepiej, nie przyniósł on spodziewanych efektów. Pogoda odstraszyła kibiców, było ich zaledwie około tysiąca, a to oznacza finansowe straty. Te straty byłyby jeszcze większe, gdyby finał przeniesiono na niedzielę.


Janusz Woźniak


  • drukuj
  • kanał RSS

Jeśli zauważyłeś błąd na tej stronie, skontaktuj się z nami pod adresem redakcja@lotosgdansk.pl

Tekst pochodzi z oficjalnego serwisu internetowego GKS Wybrzeże S.A. - www.lotosgdansk.pl